Za trzy tygodnie mieszkańcy regionu radomskiego i kozienickiego nie będą mieli gdzie się leczyć. Szpitalom zabraknie pieniędzy na zakup kolejnych leków, sprzętu jednorazowego, a nawet wyżywienia dla chorych.
Na skraju bankructwa znalazły się wszystkie trzy szpitale w Radomiu oraz placówka w Kozienicach. Są to największe lecznice w regionie, w których na oddziałach jest łącznie prawie 2700 łóżek.
- Jeśli rząd nie podejmie żadnych decyzji, w połowie lipca 800 tysięcy mieszkańców z terenu byłego województwa radomskiego zostanie praktycznie bez opieki medycznej. Szpitale w Iłży, Lipsku, Grójcu, Pionkach, Przysusze i Zwoleniu są zbyt małe i nie mają takiej aparatury, żeby pomóc wszystkim – alarmuje Bożenna Pacholczak, główna księgowa z Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego na Józefowie.
Sytuacja jest konsekwencją strajków lekarzy. W ramach protestu nie wypełniają dokumentacji medycznej, na podstawie której Narodowy Fundusz Zdrowia płaci za wykonane usługi.
- Jesteśmy od leczenia, a nie od wypełniania sterty kwitów, bo gdy to robimy nie mamy czasu dla pacjenta – przekonuje Grzegorz Stolarek.
- Taka forma protestu jest jedyną metodą nacisku, żeby pokazać problem – wtóruje mu Julian Wróbel, internista ze szpitala na Józefowie.
Lekarze manifestują swoje niezadowolenie z systemu opieki zdrowotnej, a w konsekwencji z zarobków. Sprzeciwiają się również „monopolistycznym praktykom” Narodowego Funduszu Zdrowia
- Nie dość, że fundusz wykupuje mniej usług niż jesteśmy w stanie świadczyć, to jeszcze wycenia je na mniejsze kwoty niż rzeczywiście kosztują – wyjaśnia Tadeusz Kalbarczyk, wicedyrektor szpitala przy ul. Tochtermana.
Trwający od miesiąca strajk osiągnął apogeum. Szpitalom już brakuje pieniędzy.
- Za czerwiec pracownicy jeszcze dostaną pensje, ale mogą one być ostatnie – ostrzega Luiza Staszewska, p.o. dyrektora szpitala na Józefowie.
Pieniędzy wystarczy jeszcze na zakup podstawowych leków, ale kolejnych może już nie być. Firmy nie chcą dostarczać medykamentów i sprzętu jednorazowego bez zapłacenia zaliczki. To oznacza, że za kilkanaście dni wyczerpią się zapasy w szpitalnej aptece i magazynach.
- Będzie miał kto leczyć, ale nie będziemy mieli czym leczyć, ani nawet wyżywić chorych – ocenia Bożenna Pacholczak.
Lekarze ze wszystkich czterech zagrożonych zamknięciem szpitali założyli dzisiaj międzyzakładowy komitet strajkowy. Jego przedstawiciele domagają się rozmów z premierem na temat zmian systemu opieki zdrowotnej, które uratują lecznice bez “samozamknięciem”.
Autor artykułu: Magdalena Sulich-Kosiec