Archive for July, 2007

Piąte miejsce szczypiornistów Wisły

Tuesday, July 31st, 2007

Na piątym miejscu zakończyli udział w Russia Cup szczypiorniści płockiej Wisły. Już w piątek wystartują w kolejnym turnieju, tym razem w Kwidzynie.

W Krasnodarze nafciarze spędzili tydzień. Mieli okazję zagrać z dobrymi zespołami zza wschodniej granicy. Ekipy startujące w Russia Cup najpierw zostały podzielone na trzy grupy eliminacyjne. Ich zwycięzcy tworzyli grupę, w której rywalizowano o pierwszą lokatę. Nafciarze rozpoczęli impreze od pokonania gospodarzy Skif Krasnodar 32:29. Później przegrali z Kaustikiem Wołgograd 22:30. W ostatnim pojedynku eliminacyjnym pokonali Portowik Jużnyj 26:23. Ostatecznie w grupie zajęli drugie miejsce. Tym samym znaleźli się w gronie ekip walczących o lokaty 4-6. Tutaj rozpoczęli rywalizacje od pokonania 30:29 (14:14) Chehovskich Medvedi II, trzeciej ekipy ligi rosyjskiej. W pojedynku o czwarte miejsce niestety ulegli zespołowi Sungul 18:22 (11:12). Turniej wygrał zespół mistrza Rosji Chedovskie Medvedi.

W Rosji Wisła zagrała w składzie (liczba bramek w całym turnieju): Marszałek, Wichary, Witkowski – Nat 15, Niedzielski 10, A. Piórkowski 1, Zołoteńko 13, Kuptel 13, Radojevic 4, Malesa 18, Świerad 8, D. Piórkowski 1, Masłowski, Wuszter 12, Jędrzejewski 3, Paluch 25, Szyczkow 5.

Autor artykułu: GSZ

Płocka pętla może być decydująca

Thursday, July 26th, 2007

To w Płocku może rozstrzygnąć się kto wygra 50. międzynarodowy wyścig kolarski Dookoła Mazowsza. Bo trasa trzech pętli, które kolarze przejadą w mieście, jest bardzo trudna.
W naszym mieście kolarze pojawią się w piątek. Płock będzie areną końcowych zmagań piątego etapu, liczącego 148 kilometrów. Zawodnicy wyruszą na niego z Wyszogrodu. Do Płocka wjadą od strony Maszewa. W mieście czekają ich trzy pętle, każda o długości ponad 6 kilometrów. Zaczną od ul. Rybaki, w którą wjadą przy ośrodku Naftoremontu. Potem pomkną koło Sobótki do ul. Mostowej. Wjadą na górę do pl. Narutowicza. U. Małachowskiego dojadą do Starego Rynku, a z niego ul. Piekarską do ul. Kazimierza Wielkiego. Z niej zjadą ponownie na ul. Rybaki. W Płocku zawodnicy spodziewani są kilka minut po 13. Linię mety, która ma być przy Domu Darmstadt, pierwsi kolarze powinni przejechać ok. 14.

Dyrektor wyścigu Marcin Wasiołek uważa, że właśnie na płockiej pętli może dojść nawet do decydujących rozstrzygnięć w klasyfikacji generalnej. – Trasa jest naprawdę trudna – przekonuje. – Zwłaszcza te betonowe płyty na ul. Rybaki. Technicznie słabsi zawodnicy mogą mieć poważne problemy.
Na Starym Mieście czeka na nich jeszcze kostka brukowa, za którą kolarze zbytnio nie przepadają. Będą także musieli uporać się z ostrymi zjazdami i podjazdami, trudnymi zakrętami i nie najlepszą nawierzchnią płockich ulic. Na dodatek prognozy pogody przewidują deszcz. Wasiołek zapowiada więc wiele emocji i widowiskową jazdę. – Mam nadzieję, że kibice tłumnie stawią się na trasie, bo będzie na co popatrzeć – mówi. Dyrektor wyścigu nie wyklucza, że na tak trudnej trasie może dojść do kraks. – To jest wpisane na stałe do kolarskiego życia – uważa. – Oczywiście będziemy ostrzegać zawodników o trudnościach, jakie na nich czekają. Ale ryzykanci zawsze się znajdą.
Jubileuszowy Tour de Mazovia wystartował w poniedziałek w Kozienicach. W tym roku liczy sześć etapów. Kolarze mają do przejechania blisko 795 km. Na starcie stanął 120-osobowy peleton. Zawodnicy reprezentują 18 ekip, w tym siedem zagranicznych, m.in. z Niemiec, Łotwy, Estonii, Czech. Impreza zakończy się w sobotę w Siedlcach.

Autor artykułu: GSZ

Ten zespół poradzi sobie w ekstraklasie

Thursday, July 26th, 2007

O niespodziewanych zwrotach akcji, grze w ekstraklasie, przygotowaniu zespołu, nadziejach i obawach z trenerem futbolistów Wisły Płock Czesławem Jakołcewiczem rozmawia Grzegorz Szkopek

Jak samopoczucie na kilkanaście godzin przed rozpoczęciem ligi?
Nie najgorsze, chociaż lepsze miałem na zgrupowaniu we Wronkach. Udało się na nim zrealizować wszystko co zaplanowałem. Piłkarze dobrze przepracowali ten czas. Zgrupowanie dało także możliwość wzajemnego poznania się zawodników, każdy dowiedział się z kim rywalizuje na danej pozycji. Gorszy nastrój dopadł mnie po powrocie do Płocka. Bo okazało się, że kilku zawodników nie może trenować. Albo mieli urazy, albo byli chorzy. Takie wiadomości na kilka dni przed rozgrywkami nie są optymistyczne.

Oprócz kontuzji coś jeszcze spędza Panu sen z powiek?
Raczej nie. Uważam, że mamy fajny zespół, z przyszłością. Takie połączenie rutyny z młodością. Są zawodnicy, którzy mogą w życiu piłkarskim osiągnąć dużo więcej niż dotychczas. Patrzę na to optymistycznie i wierzę, że będzie grał coraz lepiej. Pokazały to niektóre mecze sparingowe. Tak było np. w meczu z Lechią Gdańsk. Byliśmy w trakcie ciężkich treningów, ale zdecydowanie przeważaliśmy. Graliśmy pressingiem, do przodu, szybko, pomysłowo.

Ma pan dostateczna liczbę zawodników, aby w przypadku kontuzji czy kartek, Wisła grała na przyzwoitym poziomie?
We Wronkach sprawdzałem różne warianty gry, z różnymi ustawieniami. Niektórzy zawodnicy grali na dwóch-trzech pozycjach. Mamy kilku zawodników wszechstronnych, którzy mogą zastąpić kontuzjowanych kolegów. I potrafią grać w piłkę. Fachowcy twierdzą, że powinno się mieć 18 równorzędnych zawodników.

Pan ich ma?
Myślę, że tak. W tej chwili mamy 22 zawodników, łącznie z młodymi piłkarzami. Uważam, że na II ligę, to byłby jeden z mocniejszych składów. Jak będzie w ekstraklasie? Sądzę, że możemy porównywać się z siedmioma ekipami z I ligi.

Czy to już jest kolektyw?
Atmosfera jest dobra. Nie ma podziałów w zespole. Oczywiście, w tak jak każdej grupie są większe i mniejsze sympatie. Ale wszyscy zawodnicy mają świadomość o co walczą i to ich jednoczy. Wiedzą też doskonale, że u mnie będzie grał ten, który jest w najlepszej formie. Nie będzie tak, że ktoś gra za nazwisko, albo za zasługi. Jednocześnie tłumaczę piłkarzom, że nie można się obrażać jak ktoś nie gra. Jest sporo meczów w sezonie i każdy dostanie szansę.

Pojawiły się opinie, że trzeba postawić na młodych zawodników, którzy ambitnie będą “gryźli trawę”. Że nie potrzebni są gracze wiekowi.
Jestem zwolennikiem grania młodymi zawodnikami. Bardzo lubię z nimi pracować. Ale sama młodzież nie jest wstanie osiągnąć zakładanych celów. Przede wszystkim dlatego, że tacy gracze są dość chimeryczni. Mogą zagrać trzy wspaniałe mecze, a potem trzy kolejne katastrofalne. A nam jest potrzebna pewna stabilizacja. Dają ją właśnie gracze doświadczeni. Poza tym od tych starszych mogą się uczyć młodzi. Bez odpowiednich proporcji nie da się zbudować solidnego zespołu. Ci bardziej doświadczeni gracze, to zawodnicy, którzy muszą brać na siebie odpowiedzialność w trudnych momentach. Jeśli chodzi o nas to nie mamy aż tak dużo tych starszych piłkarzy. Są w każdej z formacji. Musi być taki zawodnik, żeby ustawić tych młodych. Oczywiście, dobieraliśmy tak tych zawodników, aby byli przykładem dla młodszych kolegów.

W Wiśle zaszły duże zmiany kadrowe. Nie boi się Pan, że zespół nie jest zgrany?
Nie ma trenera, który w miesiąc zgra zespół. To docieranie będzie odbywać się podczas ligi. Myślę, że z każdym meczem będą się coraz lepiej rozumieli. Pewien jestem, że będą walczyli w każdym spotkaniu.

Jaka ma być ta nowa Wisła?
Chciałbym aby był to zespół, który przez 90 minut biega, walczy. Żebyśmy więcej strzelali niż tracili. Abyśmy grali szybko, przebojowo, na jeden-dwa kontakty, z wymianą pozycji. Taki zespół mi się marzy. W Wiśle są zawodnicy, którzy mogą spełnić te marzenia. Mamy w tej chwili sześciu obrońców i dwóch-trzech defensywnych pomocników. Myślę, że z tym elementem sobie poradzimy. Mocna taż jest ofensywa. Chciałbym aby mózgiem zespołu był Ireneusz Kowalski. Karol Gregorek i Piotr Bania mogą stworzyć ciekawy duet napastników. Także skrajni pomocnicy Sławek Peszko i Wahan Geworgian mają duże możliwości. Nie jest więc źle. Oczywiście pod warunkiem, że gracze będą zdrowi.

Stwierdził Pan, że ten zespół nie ma gwiazd. Ale w każdej drużynie potrzebny jest lider. Jest już taki w Wiśle?
Dla mnie zawsze gwiazdą jest zespół. Oczywiście, że lider musi być. Wcześniej czy później zespół wykreuje taką osobę. Teraz nie ma takiego typowego lidera. Chciałbym, żeby taka postać się znalazła, która w odpowiednim momencie krzyknie, poukłada grę. Czasami pojawia się niespodziewanie. Pamiętam Maćka Żurawskiego jeszcze w Warcie Poznań, który był pomijany, ale w końcu zespół mu zaufał i w trzy miesiące stał się takim liderem.

Zaczynamy od meczu z Polonią Warszawa, zespołem, który ma dużą ochotę na ekstraklasę.
Na pewno to pojedynek dwóch ekip wymienianych w gronie faworytów do awansu. To dla nas bardzo ważne spotkanie. Pierwszy mecz jeszcze o niczym nie świadczy, ale chcemy dobrze zacząć. Przygotowujemy się tak, żeby trafić z formą na pierwszy mecz. Jedziemy po zwycięstwo, zresztą tak jak zawsze. Ale na pewno nie będzie łatwo.

Kto oprócz nas i Polonii może się liczyć w walce o awans?
Lechia Gdańsk, Śląsk Wrocław, Arka Gdynia. Pojawi się też z pewnością jakiś „czarny koń”. Myślę, że jakieś sześć zespołów będzie walczyć o awans.

Ile punktów trzeba zdobyć, żeby awansować?
Najlepiej wszystkie jakie są do zdobycia. Ale to niemożliwe. Na pewno trzeba wygrać sporo meczów. Moim marzeniem jest 40 pkt. po pierwszej rundzie.

Rodzaje i ceny biletów oraz karnetów na mecze Wisły w rundzie jesiennej:
10 zł – normalny, sektory B, C i D; 5 zł – ulgowy, sektor A (cena biletu dla członków SSKWP; dystrybuowane przez SSKWP w liczbie 700 szt., nie są dostępne w kasach), 15 zł – normalny, sektory F, G, I i J; 1 zł – bilet szkolny, sektor G; 30 zł – normalny, sektor H; 30 zł – rodzinny, sektor H; 150 zł – karnet na sektory B, c i D; 220 zł – karnet na sektory F, G, I i J; 500 zł – karnet na lożę honorową. Bilety szkolne i rodzinne dostępne tylko w systemie rezerwacji. Numer pod którym można dokonać rezerwacji biletów: 024 3672076, e-mail: e.grabowska@wisla.plock.pl oraz specjalny panel do rezerwacji biletów w oficjalnym serwisie internetowym klubu www.wisla.plock.pl .

Autor artykułu:

Zjazd Jagiellończyków

Thursday, July 26th, 2007

28 lipca Stowarzyszenie Jagiellończyków zaprasza, na 6 już zjazd absolwentów szkoły. Impreza odbędzie się w „Ogródku piwnym Krzysztofa Krajewskiego, położonym nad Wisłą, pod skarpą wiślaną. Początek o godz. 17. Wstęp za okazaniem świadectwa maturalnego.

Autor artykułu:

Pielęgniarki nie strajkują

Sunday, July 22nd, 2007

Po kilku dniach rozmów z dyrekcją szpitala płockie pielęgniarki z Winiar postanowiły nie strajkować. Na obiecane podwyżki zgodziły się czekać do 20 września.

Negocjacje związku zawodowego pielęgniarek i położnych z dyrekcją szpitala trwały niecałe dwa tygodnie. Pielęgniarki domagały się 313 złotych podwyżki, podniesienia wszystkich pensji do 3 tysięcy złotych netto i płatnych urlopów szkoleniowych co roku dla osób, które chcą podnosić swoje kwalifikacje zawodowe. Domagały się także wyższych dodatków dla wszystkich z tytułem magistra czy licencjata.

Zdecydowanie, pomimo kilkugodzinnych nasiadówek w poniedziałek i czwartek, dyrektorowi szpitala Stanisławowi Kwiatkowskiemu łatwiej było porozumieć się z pielęgniarkami niż lekarzami.

– Jestem zadowolony z wyniku naszych rozmów – mówi Kwiatkowski – Uzyskaliśmy prawdziwy kompromis, który daje szanse na zrealizowanie zobowiązań z obu stron.

Kompromis to podwyżka o 313 złotych i płatne urlopy szkoleniowe. Natomiast na pensje sięgające 3 tysięcy złotych pielęgniarki i położne zgodziły się poczekać do 20 września.
– Koniec września to może być przełom, bo zaczniemy renegocjować kontrakt z NFZ. Jest realna szansa, że w 2008 roku będzie zdecydowanie wyższy – dodaje Kwiatkowski.

Pielęgniarki zgodziły się poczekać, ale zaznaczają, że to nie poddają się.

– Postanowiłyśmy dać szansę dyrektorowi, który zapewnił nas, że będzie szukał pieniędzy na podwyżki – mówi Anna Mazuchowska, przewodnicząca związku zawodowego pielęgniarek i położnych w szpitalu na Winiarach.

Autor artykułu: daga

Święto Grodziska pod patronatem

Saturday, July 21st, 2007

Krzysztof Krwaczyk, WATERLOO z największymi przebojami Abby, jarmark wyrobów regionalnych i wiele innych atrakcji szykuje się 22 lipca, w Grodzisku Mazowieckim. Grodzisk obchodzi 485. rocznicę uzyskania praw miejskich. Patronat medialny nad niedzielną imprezą objęło “Nasze Miasto”.

Już o godzinie 7 na Stawach Walczewskiego, przy ulicy Nadarzyńskiej, rozpoczną się “Drużynowe Zawody Spławikowe o Puchar Przechodni Polskiego Związku Wędkarskiego”. Zmagać się będą trzyosobowe drużyny, mogą je zgłaszać zakłady pracy z gminy. Zapisy do godziny 7.30 na miejscu.

Od godziny 11 na deptaku gratka dla miłośników królewskiej gry – Stymulanty szachowe w ramach trwającego w mieście Mazowieckiego Festiwalu Szachowego.

Główną atrakcją obchodów Święta Miasta będą koncerty, zaplanowane od godziny 16 na deptaku. Najpierw wystąpi miejscowy zespół Bogdan Wiśniewski i Dorota. Godzinę później największe przeboje ABBY zaprezentuje WATERLOO. A o 19 na scenę wejdzie gwiazda wieczoru – Krzysztof Krawczyk.
Przez cały czas swoje wyroby prezentować będą miejscowi artyści, rzemieślnicy i przedsiębiorcy.

Autor artykułu:

Marek Witkowski – zawodnik i dyrektor

Friday, July 20th, 2007

Marek Witkowski został właśnie dyrektorem sportowym ds. piłki ręcznej. O swojej nowej roli w sekcji dowiedział się kilka dni przed 34 urodzinami. Teraz zamiast graniem zajmie się m.in. szukaniem swoich następców.

Jako dyrektor Witkowski zajmie się polityką transferową. Będzie szukał np. młodych, utalentowanych graczy, pod kątem wprowadzenia ich do pierwszego zespołu. To ma być priorytet. – Ale muszą być to wybitne jednostki – twierdzi nowy dyrektor. – Takich zawodników już obserwuję. Generalnie gracze, którzy do nas trafiają muszą być zdecydowanie lepsi od naszych zawodników.

Witkowski ma też kilka marzeń. Chciałby, żeby powstał tzw. klub stu. – My jesteśmy w sytuacji o której marzą inne drużyny, bo mamy jednego dużego sponsora, pokrywającego budżet – mówi. – Ale stworzenie takiego klubu i przyciągnięcie nowych sponsorów, dałoby nam jeszcze większe możliwości. Moglibyśmy np. bardziej pomyśleć o kibicach.

Nowemu dyrektorowi marzy się także zapełnienie hali, nawet na meczach z mało atrakcyjnymi przeciwnikami. – Chciałbym, aby kibice żyli mecze jeszcze przed jego rozpoczęciem i po jego zakończeniu – mówi. – Nawet jeśli dzisiaj nasza hala nie jest wymarzonym do tego miejscem, to uważam, że da się to zrobić.

Niespełna dwa miesiące temu Witkowski jeszcze biegał po parkiecie. W poprzednim sezonie zdobył dla Wisły 98 bramek. Był trzecim w drużynie w klasyfikacji strzelców. Teraz został sportowym działaczem. Chociaż to koniec profesjonalnej kariery to ze sportu nie rezygnuje. – Nawet nie mogę – mówi. – Takie nagłe zerwanie mogłoby niekorzystnie odbić się na zdrowiu. Jeszcze nie wiem jak teraz będzie wyglądała moja sportowa aktywność.

W piłkę ręczna Marek Witkowski zaczął grac dość późno. Na pierwszy trening trafił jak miał 15 lat. – Chodziłem do klasy sportowej, w której nie było ścisłego ukierunkowania – opowiada. – Robiliśmy tam wszystko. Były gry zespołowe, lekka atletyka, gimnastyka.

Jako młody szczypiornista Witkowski sięgnął po medale mistrzostw Polski juniorów. Mając 19 lat wyjechał na studia do Warszawy. Grał w AZS AWF. Ale po roku, po rozmowach z trenerem Bogdanem Zajączkowskim, przeniósł się na studia zaoczne i wrócił do Płocka. W barwach Wisły występował przez pięć sezonów. Zdobył z nafciarzami historyczny pierwszy złoty medal dla Płocka. Miał wtedy 22 lata. Dziś ma na koncie cztery tytuły mistrzowskie z Wisłą i jeden z Vive Kielce.

Po złocie w 1995 r. skład został przemeblowany. Z zespołu odeszło kilku starszych zawodników. To miało wpływ na karierę Witkowskiego. Zaczął więcej grać, stał się podstawowym zawodnikiem. W 1998 r. rozstał się z Wisła. Przeszedł od odwiecznego rywala nafciarzy – zespołu z Kielc. To wydarzenie było w tamtym czasie wstrząsem w płockiej piłce ręcznej. Przez część kibiców Witkowski został wyklęty. – Wcale nie chciałem odchodzić z Wisły – mówi. – Uniosłem się jednak honorem. Poszło o właściwie nieistotny zapis w kontrakcie. I wyszło jak wyszło.

Witkowski przyznaje, że odejście z Płocka było dla niego olbrzymią szkołą życia. – Miałem wtedy 25 lat – opowiada. – Właściwie byłem dorosłym facetem. Jednak gdy trafia się na obcy teren, nie zna się ludzi, jest ciężko. Kielczanie walczyli o mistrzostwo, więc towarzyszyła mi jeszcze olbrzymia presja.

Niechętnie wraca do tamtych czasów. Wie, że niektórzy kibice mieli mu za złe przejście do Kielc. – Myślę, że w tej chwili moja osoba nie wzbudza negatywnych emocji – mówi. – Tamten rozdział został zamknięty. Sądzę, że teraz mam bardzo dobry kontakt z kibicami.

W drugim sezonie gry w Kielcach doznał bardzo poważnej kontuzji. Miał zerwane więzadło w kolanie. Przez dwa lata Witkowski nie grał w piłkę ręczna. Myślał, że to już koniec jego kariery. – Nie chciałem nawet już grać – mówi. – To był trudny okres w moim życiu.

Przez te dwa lata zdążył zrobić podyplomowe studia marketingowe. Założył własną firmę. Ale wrócił do grania. Został zaproszony do francuskiego zespołu Chalon s/Soane. Miał pomóc w awansie do III ligi. I ekipa awansowała. Po roku Witkowski wraz żona stwierdzili, że nie zaklimatyzują się we Francji. – Postanowiłem wrócić do Płocka – opowiada. – Zostałem przyjęty. Okazało się, że jeszcze potrafię grać w piłkę ręczną. Grałem jeszcze cztery sezony.

I były to lata obfitujące w największą liczbę złotych medali Wisły. Ale sentyment do Francji mu pozostał. Zwłaszcza do kuchni i wina.

Jako sportowiec Witkowski czuje się spełniony. – W każdym z zespołów, w którym występowałem grałem o wysokie cele – mówi. – Każdy mecz był więc ważny. W swojej karierze kilkanaście razy wystąpiłem w reprezentacji Polski. Mogłem też sprawdzić się w konfrontacji z najlepszymi europejskimi zespołami.
Sport miał wpływ na życie rodzinne Witkowskiego. Swoją żonę Gabrysię, poznał na jednym z wyjazdowych meczów. Ich syn, 6-letni Filip, był częstym gościem w hali Chemika, żeby dopingować tatę.

Marek Witkowski, gdy nie zajmuje się piłką ręczna, to zajmuję się nieruchomościami. – To jest ostatnio moją pasją – przyznaje. – Chciałbym kiedyś z rodziną mieszkać w starej części Płocka. Moim marzeniem jest widok z okien na Wisłę.

Autor artykułu: Grzegorz Szkopek

Stłuczka na skrzyżowaniu

Monday, July 16th, 2007

Fiat palio na dachu, zgnieciony przód renault clio – to skutki wypadku, jaki wydarzył się 16 lipca, tuż przed godziną 20 na skrzyżowaniu ul. Okrzei z Al. Partyzantów. Mogłoby do niego nie dojść, gdyby działała sygnalizacja świetlna. Wypadek wyglądał bardzo groźnie, zderzyły się fiat z renault. Na szczęśnie uczestnicy zdarzenia nie odnieśli poważniejszych obrażeń.

 
 
 

 
 
 

 
 
 

Autor artykułu: JK

Turnieje na płockiej Sobótce

Monday, July 16th, 2007

Aż 16 mikstów wzięło udział w turnieju rozgrywanym na płockiej Sobótce. To absolutny rekord jeśli chodzi o imprezy siatkówki plażowej w Płocku.

Niedzielny turniej mikstów i dzieci do lat 13 był trzecią siatkarską imprezą na Sobótce. Organizatorzy przecierali oczy ze zdumienia widząc 16 dwójek w zawodach par mieszanych. Głównie to zasługa duetów z Peklimaru Umienino, których kilka pojawiło się w Płocku. Miksty grały systemem brazylijskim, czyli jeden set w meczu do 21 i do dwóch porażek. Dzielnie walczyły młode duety, ale w finale znalazły się doświadczone pary z Płocka. W decydującym o pierwszym miejscu pojedynku Jacek Jakubowski i Iwona Milczarek ograli 21:14 Roberta Rybkę i Monikę Olszowiec. W meczu o trzecie miejsce reprezentanci Orkana Lelice Mariusz Sobczak i Magda Przygucka pokonali 21:17 Łukasza Lewandowskiego i Małgorzatę Borkowskę.

Do turnieju 13-latków zgłosiło się tylko sześć par. Co ciekawe zdecydowaną większością uczestników były dziewczyny. I radziły sobie na piasku bardzo dobrze. Nic w tym dziwnego bo kilka z nich trenuje w płockim klubie siatkarskim. Na boisku najmłodszym uczestnikiem zawodów był ośmioletni Mateusz. W tym turnieju rywalizowano systemem każdy z każdym. Tak się złożyło, że ostatnie spotkanie było jednocześnie meczem o pierwsze miejsce. Zagrali w nim Tomek Karpiński i Dawid Kuciński (Orkan Lelice) z duetem Agata Lewicka-Kamil Lewandowski. Mecz był bardzo zacięty. Na przewagi, 19:17, wygrali go siatkarze Orkana.

Kolejny turniej, tym razem otwarty, odbędzie się na Sobótce w sobotę, 28 lipca. Zapisy od godz. 9.

Autor artykułu: GSZ

Pływacki maraton w Szczutowie

Monday, July 16th, 2007

W Szczutowie spotkali się miłośnicy długodystansowego pływania. Na jeziorze Urszulewskim odbył się XXVII ogólnopolski maraton pływacki.

Pływakom towarzyszyła w niedziele świetna pogoda. To ona sprawiła, że plaża nad jeziorem zapełniła się ludźmi, którzy stali się kibicami. Gromkimi brawami nagradzali zarówno tych, którzy pierwsi docierali na metę, jak i tych ostatnich. Do udziału w maratonie najliczniej zgłosili się zawodnicy z Płocka i pobliskiego Sierpca. Ale byli też reprezentanci Zielonej Góry, Poznania, Olsztyna czy Lublina. Rywalizowano w pięciu kategoriach wiekowych, na dystansach od 2 do 4 kilometrów. Wśród kobiet, które miały do pokonania 2 kilometry, bezkonkurencyjna była Katarzyna Kowalczyk. Nic w tym dziwnego, bo płocczanka to jedna z czołowych polskich pływaczek, medalistka mistrzostw kraju. Także 2 kilometry mieli do przepłynięcia mężczyźni powyżej 50 lat. Najszybszy był Kazimierz Wierciński z Lublina. Do pasjonującej walki doszło w grupie mężczyzn do lat 18. Oni mieli przepłynąć 3 kilometry. Mimo tak długiego dystansu na mecie doszło do zaciętej walki pomiędzy Jakubem Cierlicki z Płocka a Radosławem Kasperkiem z Lublina. Zaledwie o sekundę lepszy był płocczanin. Wśród panów powyżej 35 lat bezapelacyjnie zwyciężył Piotr Kasperek (Lublin), który na mecie miał ponad 12 minut przewagi nad kolejnym z zawodników. Aż 4 kilometry mieli do pokonania zawodnicy startujący w kategorii open. Najszybciej ten dystans pokonał Michał Zyzynowski z Płocka.

Plażowicze oprócz oglądania zmagań pływaków, po sportowych emocjach mieli jeszcze jedną atrakcję. Wszystko za sprawą woprowskiego łazika. Wiekowy UAZ wjechał dość daleko w jezioro, żeby wyciągnąć naczepę z potężnym pontonem WOPR-u. Pech w tym, że auto zgasło i nie chciało zapalić. Kilka minut trwały próby uruchomienia silnika. Spełzły na niczym. Potrzebna była pomoc innego auta. Udało się podciągnąć UAZ-a do brzegu i wtedy odpalił. Już o własnych siłach wydostał się z wody wraz z naczepą.

Autor artykułu: GSZ