Archive for September, 2007

Myslovitz pożegnało lato w Płocku…

Sunday, September 23rd, 2007

W sobotę na płockiej plaży odbył się koncert „Pożegnanie Lata 2007”. Na scenie można było zobaczyć takie zespoły jak: Mitch & Mitch, Cool Kids of Dead oraz płocki zespół Lao Che. Gwiazdą wieczoru był Myslovitz.

Sobotni koncert “Pożegnanie Lata 2007″ był koncertem kończącym tegoroczny sezon kulturalny naszego miasta. Jako pierwszy na pożegnalnej scenie pojawił się zespół Mitch & Mitch, który próbował rozgrzać nieliczną publiczność zgromadzoną przed sceną.

Wystąpił także zespół Cool Kids of Dead oraz płocki zespół Lao Che, który po raz pierwszy w swojej karierze zaprezentował się na płockiej scenie. Wcześniej grupa ograniczała się tylko do imprez w klubach. Podczas występu zespołu Lao Che przed sceną na plaży zbierała się już spora część mieszkańców miasta.

Gwiazdą wieczoru był zespół Myslovitz, który jest jednym z najpopularniejszych zespołów rockowych w Polsce. Założony w 1992 roku w Mysłowicach zdobył ogromną popularność po wydaniu swoich pierwszych płyt oraz otrzymaniu nagrody radia RMF FM – Niedocenieni ’95 w 1995 roku. Przy rockowych klimatach Myslovitz bawiło się kilka tysięcy płocczan. Na zakończenie sobotniej imprezy organizatorzy przygotowali niespodziankę – znakomity pokaz sztucznych ogni.

Organizatorem “Pożegnania Lata 2007″ był Płocki Ośrodek Kultury i Sztuki.

Autor artykułu:

Pierwszak na złej fali

Sunday, September 23rd, 2007

Trzej 14-latkowie ze Skórca zmusili swoich młodszych kolegów do mierzenia zapałkami szkolnego korytarza. Znane z wojska zjawisko fali coraz częściej wkracza do gimnazjów.

Marcin chodzi do gimnazjum w powiecie siedleckim. W podstawówce był zdolnym uczniem. Teraz nie może się odnaleźć w nowej szkole. Jest popychany, zamykany w toalecie, której zamek “sam się zacina”.

W jednej z podstawówek trzecioklasista włożył młodszemu koledze plecak do sedesu i spuścił wodę. Z kolei gimnazjaliści ze Skórca kazali młodszym zmierzyć zapałkami korytarz. Mierzenie korytarza zapałką wydaje się nieszkodliwą zabawą, zwykle to jednak wstęp do kolejnych form upokarzania. Najczęściej mają one charakter tortury psychicznej, gdy od dziecka żąda się deklaracji typu “jestem
śmierdzącym kotem” albo noszenia domalowanych markerem wąsów. Fala to jednak również fizyczne znęcanie się nad młodszymi – odbicia dłonią po karku począwszy, przez płukanie głowy w klozecie, na kopaniu skończywszy.

– Dla sporej grupy młodzieży to tradycja, której się nie łamie – uważa Monika Dreger, psycholog specjalizująca się w socjoterapii dzieci i młodzieży. – Innym argumentem jest to, że skoro ja doświadczałem fali, to teraz będę znęcał się nad innymi – tłumaczy. Gimnazjaliści potwierdzają, że “kocenie” to normalna sprawa.

Szczególnie niebezpiecznym dla pierwszaków miejscem jest toaleta. – Moczenie głowy odbywa się zwykle po lekcjach, żeby nauczyciele nie widzieli wilgotnych włosów – opowiada 15-latka z podsiedleckiego gimnazjum. Właśnie dlatego rok temu, kiedy rozpoczynała naukę w nowej szkole, zdarzało się jej uciekać z ostatniej lekcji. Obawiała się, że gdyby przyszła do domu mokra, mama zrobiłaby w szkole
awanturę. Bała się, że miałaby przechlapane przez cały okres szkoły.

Niebezpiecznie bywa też w szkolnej szatni, gdzie jest ciasno i ciemno. Rok temu przekonała się o tym uczennica jednej z mińskich podstawówek. Kolega z klasy zdjął jej spodnie i obrzucił stekiem epitetów. Szkoła powiadomiła policję, a sprawa trafiła do sądu rodzinnego.

Przed powiadomieniem policji nie wahał się też Wojciech Zgorzałek, dyrektor gimnazjum w Skórcu. Mimo że chłopcy nie sprawiali wcześniej kłopotów, postanowił poinformować policję. – Niech będzie to przestrogą dla innych – mówi. Dodaje też, że uczniowie poniosą konsekwencje swojego zachowania. Prawdopodobnie będzie to obniżona ocena ze sprawowania.

Zgorzałek uważa jednak, że zachowanie 14-latków to pojedynczy wybryk. Wcześniej nie dochodziło do takich incydentów, bo szkoła stara się walczyć z najmniejszymi objawami przemocy. Pomagają w tym nauczyciele, ale też policja i księża.

Własną metodę na zwalczanie agresji w szkole wymyślili też pedagodzy z Gimnazjum Miejskiego nr 2 w Mińsku Mazowieckim. – Jeśli uczeń, któremu dzieje się krzywda, przyjdzie do sekretariatu i powie: “Hasło X”, natychmiast odkładam inne obowiązki i zajmuję się sprawą – mówi Grzegorz Wyszogrodzki, dyrektor. Jego wychowankowie wiedzą, że mogą porozmawiać z pedagogiem, a agresywny uczeń zostanie ukarany. Przekonali się o tym na początku roku szkolnego pierwszoklasiści, którym starsi koledzy wymalowali mazakami twarze. Szkoła zareagowała natychmiast. Wprawdzie nie zawiadomiono policji, ale rozmowa z uczniami klas drugich i trzecich okazała się na tyle skuteczna, że sprawcy sami zgłosili się do dyrektora i przeprosili młodszych kolegów. Dyrektor Wyszogrodzki podkreśla, że nie oznacza to, iż problem agresji w jego gimnazjum nie istnieje. Nie jest to jednak zjawisko masowe. Dyrektor spotyka się z opiniami, że w jego szkole często gości policja. – Jeśli mam problem, nie chowam głowy w piasek i wzywam policję – mówi. Dodaje, że bezpieczeństwo uczniów jest najważniejszą sprawą.

Niestety, nie wszyscy nauczyciele i dyrektorzy szkół potrafią się przyznać, że w ich szkołach dochodzi do przemocy. Powód jest prozaiczny. Kiedy zacznie się mówić o agresji, na szkołę padnie
cień i rodzice nie będą chcieli posłać dziecka do takiej placówki. Bo przecież dzisiaj każdy uczeń jest na wagę złota, wszak idą za nim pieniądze.

Autor artykułu: Jolanta Krasnowska

Bunt przeciw mundurkom w gimnazjum

Friday, September 21st, 2007

Gimnazjaliści z Mszczonowa nie chcą chodzić w mundurkach. Ich zdaniem są mało gustowne i niewygodne.

Granatowe polarowe kamizelki z tarczą szkoły i koszulki polo miały być idealnym rozwiązaniem dla uczniów z mniej zasobnych domów i tych z dostatnich. Latem wydawało się, że kompromis jest i strój za 60 złotych zostanie zaakceptowany przez wszystkich. Niestety to, na co zgodzili się rodzice i nauczyciele nie zupełnie spodobało się uczniom. Ich zdaniem mundurki są niegustowne i nie przepuszczają powietrza. Człowiek się w tym szybko poci i źle czuje, tłumaczą gimnazjaliści. Dlatego część z nich się zbuntowała i w mundurkach nie chodzi. Na to oburzają się ci chodzący w nich, bo ich zdaniem albo wszyscy albo nikt. Nauczyciele są bezradni, bo jedyne co mogą zrobić postawić pałkę ze sprawowania i wysłać ucznia na rozmowę do dyrektorskiego gabinetu. A to odnosi niewielki skutek.

Autor artykułu: AW

Krajobrazy i kwiaty przy grodziskim deptaku

Thursday, September 20th, 2007

Uliczni sprzedawcy obrazów pojawili się dziś, 20 września, w Grodzisku Mazowieckim. Rozstawili reprodukcje przy deptaku od strony ulicy Sienkiewicza. Obrazy, przedstawiające krajobrazy, kwiaty można było kupić za 100- 120 zł. (more…)

Nissan potrącił rowerzystkę w Grodzisku Mazowieckim

Thursday, September 20th, 2007

Nissan note potrącił rowerzystkę dziś, 20 września, około godziny 12.30 w Grodzisku Mazowieckim.
Ludwika Wojciechowska chciała wydostać się z parkingu na ulicę Sienkiewicza. Na drogę wyjechała z chodnika rowerzystka. Uderzył w nią nissan.

- Ta pani na rowerze patrzyła w drugą stronę i nie zauważyła mnie. Nie przyszło mi do głowy, że wjedzie prosto pod samochód. Policja mówi jednak, że to moja wina – relacjonuje Ludwika Wojciechowska z Czarnego Lasu. Rowerzystka upadła na ziemię, uderzając głową o ulicę. Karetka zabrała ją do szpitala. Policja ustala, jaki był przebieg wypadku.

Kierująca autem przekonuje, że jeździ bardzo ostrożnie, w tym właśnie wróciła z Węgier, jeździła po całej Europie i nigdy nie miała wypadku.
- Ten wyjazd z parkingu jest bardzo niebezpieczny. Ciągle zdarzają się tutaj wypadki – mówi Maria Świętochowska, która pracuje w kiosku obok.

Autor artykułu: EDUR

Policjanci odnaleźli uciekinierkę

Tuesday, September 18th, 2007

Radomscy policjanci odnaleźli dziś rano 17-latkę, która groziła, że popełni samobójstwo. Dziewczyna wyszła z domu w poniedziałek po godz.19. Kilkadziesiąt minut później wysłała matce sms-a, że chce popełnić samobójstwo. Kobieta nie mogła dodzwonić się do córki, która wyłączyła „komórkę”. W nocy poinformowała o swoich podejrzeniach policję. Rano do akcji weszli poszukiwacze z Sekcji Kryminalnej Komendy Miejskiej Policji. Już po godz.10 operacyjne ustalili, że dziewczyna może przebywać w Wolanowie. Ustalenia okazały się trafne. Policjanci przywieźli dziewczynę do komendy, gdzie opieką objął ją psycholog. Po rozmowie i ustaleniu motywów ucieczki z domu, dziewczyna została odebrana przez matkę.

Autor artykułu: Katarzyna Ludwińska

Urzędnicy na rowerach

Tuesday, September 18th, 2007

W ramach Europejskiego Tygodnia Zrównoważonego Transportu w Siedlcach odbywa się wiele imprez, uświadamiających pożytki płynące z jazdy na rowerze. Jutro, 19 września, w ZSP nr 3 odbędą się prelekcje dla młodzieży pod hasłem: „Jak bezpiecznie poruszać się po drogach rowerem”. W czwartek, 20 września, w sali nr 53 Urzędu Miasta między godz. 10 a 15 siedlczanie będą mogli z oferty PTTK, które promować będzie turystykę rowerową w regionie. W piątek na rowery przesiądą się nasi urzędnicy i przedstawiciele władz, którym towarzyszyć będą uczniowie i mieszkańcy Siedlec. Start o godz. 15 przy budynku magistratu. Trasa przejazdu: Skwer Niepodległości, Piłsudskiego, Floriańska, Pułaskiego, Armii Krajowej, Sienkiewicza, Kilińskiego, 3 Maja, Wojska Polskiego, Piłsudskiego, Skwer Jana Pawła II. W sobotę organizatorzy Europejskiego Tygodnia Zrównoważonego Transportu zapraszają na prezentację sprzętu rowerowego, która odbędzie się między godz. 10 a 14 na parkingu przy Urzędzie Miasta.

Autor artykułu: MM

Zderzenie w Budziszynie

Tuesday, September 18th, 2007

Dwa auta zderzyły się w Budziszynie w powiecie grójeckim 17 września, o godzinie 7. Jak informuje policja, 38-letni kierowca nissana wymusił pierwszeństwo na 52-letnim kierowcy seata toledo, przez co doszło do wypadku. 51-latek z obrażeniami trafił do szpitala. /EDUR/

Autor artykułu:

Nie będzie otwarcia mostu we wrześniu

Monday, September 17th, 2007

Opóźnia się otwarcie nowego mostu w Płocku. Pomimo prezydenckich zapowiedzi, że nowym mostem pojedziemy jeszcze we wrześniu już wiadomo, że termin jest nierealny i nie zostanie dotrzymany. Wykonawca firma Budimex kończy właśnie prace przy wymianie części nawierzchni przy jednej z estakad, którą zakwestionował urząd miasta. Pozostaje jeszcze kwestia odbioru przeprawy i dróg dojazdowych. Mostem przejedziemy więc prawdopodobnie najwcześniej w październiku. Chyba, że zbyt mroźna i wczesna zima, znowu pokrzyżuje drogowcom plany.

Autor artykułu:

Groby na sprzedaż

Monday, September 17th, 2007

Nawet 800 mogił na radomskim cmentarzu przy ul. Limanowskiego może zostać ponownie zagospodarowanych. Dotychczasowe miejsca pochówku zostaną wystawione na sprzedaż, jeśli rodziny zmarłych nie uiszczą opłaty w wysokości 650 zł za kolejne 20 lat.

Ksiądz Andrzej Zarzycki, proboszcz parafii św. Wacława, do niedawna zarządca nekropolii przy ul. Limanowskiego, przyznaje, że w przypadku niewniesienia opłaty za kolejne 20 lat po pochówku groby można ponownie zagospodarować. Możliwe jest więc, że za kilka lat podczas wizyty na cmentarzu potomkowie pochowanych osób mogą nie znaleźć mogiły swoich bliskich. Ksiądz Zarzycki zapewnia jednak, że stara się robić wszystko, żeby odszukać rodziny zmarłych. Umieszcza ogłoszenia w prasie, telewizji i wywiesza informacje na pomnikach. Jeśli to nie daje efektu, wertuje księgi wieczyste z nadzieją, że trafi na jakiś ślad.

– Staramy się unikać likwidowania mogił, dopóki nie mamy pewności, że ktokolwiek z rodziny żyje – wyjaśnia proboszcz. Dodaje, że decyzje dotyczące likwidacji grobów muszą być konsultowane z biskupem.

Opłatę za mogiłę uiszcza się raz na 20 lat. Obecnie to wydatek 650 zł. Jeśli kogoś nie stać na jej uregulowanie, może prosić o rozłożenie kwoty na raty. Kapłan tłumaczy, że takie sytuacje zdarzają się często. Spłata po kilkadziesiąt złotych miesięcznie jest dobrym rozwiązaniem dla emerytów, rencistów, osób uboższych.

Tomasz Kusiewicz zaraz po tym, jak przeczytał monit, zgłosił się do kancelarii, żeby zapłacić za grób rodziców. Przestraszył się, że grób może zostać zlikwidowany. – 650 zł to nie takie duże pieniądze, akurat na tyle mnie stać – przyznaje.

Jan Gruszka ma przy Limanowskiego mogiły rodziców i żony. Podczas lipcowej wichury grób żony został zniszczony przez powalone drzewo. Zarzeka się, że nie uiści opłaty za grób rodziców, dopóki pomnik nie zostanie naprawiony.

Na terenie radomskiej nekropolii jest także ok. 20 zabytkowych kwater powstałych między 1812 a 1945 r. Opiekę nad nimi roztoczył Społeczny Komitet Ochrony Zabytkowego Cmentarza Rzymskokatolickiego w Radomiu. Jego sekretarz Barbara Pikiewicz tłumaczy, że dokładna liczba zabytkowych mogił będzie znana dopiero po zakończeniu inwentaryzacji. Przeprowadza ją właśnie prywatna spółka Przymierze z Warszawy, która od 1 lipca tego roku zajmuje się sprawami inwestycyjnymi i administracyjnymi nekropolii.

Zdaniem Barbary Pikiewicz mieszkańcy miasta są zaniepokojeni przejęciem cmentarza przez prywatną, a nie kościelną spółkę spoza Radomia. Nie jest pewna, w jaki sposób nowy zarządca ustosunkuje się do podstawowej działalności komitetu, którą jest ratowanie zabytkowych grobów. Zapewnia, że w razie ewentualnej decyzji o likwidacji zabytkowych mogił, opinia komitetu będzie z całą pewnością negatywna.

Nowy zarządca cmentarza Walery Kulesza uspokaja, że będzie współpracował z komitetem. Dodaje, że zapis o współpracy widnieje w statucie spółki. Zamierza wystąpić do Unii Europejskiej o dotację na renowację zabytków na terenie nekropolii. Tłumaczy, że na razie chce przede wszystkim uporządkować sprawy administracyjne cmentarza.

– Chodzi o dokładną inwentaryzację grobów. Może to potrwać nawet trzy lata – mówi. Zarządca szacuje, że na terenie nekropolii jest ok. 50 tys. grobów. W tym roku wyśle 800 zawiadomień z nakazem uiszczenia zaległej opłaty do rodzin pochowanych osób. Jeśli jednak do momentu zakończenia inwentaryzacji opłata nie zostanie uregulowana, dotychczasowe miejsce pochówku może zostać wystawione na sprzedaż.

Proboszcz Zarzycki obawia się jednak, że przy tej okazji może dojść do potajemnego handlu miejscami na cmentarzu. Tłumaczy, że nie da się tego procederu wykluczyć i bardzo ciężko z nim walczyć. Jan Gruszka, który dziewięć lat temu pochował żonę w jednej z głównych alejek, przyznaje,
że ktoś proponował mu 10 tys. zł za odstąpienie miejsca.

– Chcieli mi dać grób kilka alejek dalej – opowiada mężczyzna. Dodaje jednak, że nigdy nie wyraziłby zgody na taki handel.

– Jeśli ktoś ma prawo do grobu, to może też to prawo sprzedać. W tej kwestii jestem bezsilny – przyznaje ksiądz Zarzycki. Zapewnia, że stara się walczyć z tego typu sytuacjami. Dlatego od kilku miesięcy, żeby odsprzedać miejsce na cmentarzu przy Limanowskiego, trzeba mieć zgodę zarządcy.

Autor artykułu: Ewelina Witkowska