Prawie 2 tys. zł. będzie kosztował głupi żart 33-latka z powiatu grójeckiego. Przez niego dwie karetki, wóz strażacki i policyjny radiowóz na darmo przejechały się z Grójca do Falęcina do wypadku drogowego, którego nie było.
- 16 września, ok. godz. 2.13 w nocy mężczyzna zadzwonił pod policyjny numer alarmowy z i powiadomił dyżurnego naszej komendy o tym, że w Falęcinie, gmina Grójec, doszło do wypadku drogowego z udziałem audi. Twierdził, że ranne są cztery osoby, jedna jest reanimowana – relacjonuje Agnieszka Wójcik, z zespołu prasowego Komendy Powiatowej Policji w Grójcu. Dyżurny wsysał na miejsce wypadku patrol policji, dzwonił także jeszcze do mężczyzny, który powiadomił go o wypadku. Chciał dopytać o szczegóły. Niestety, mężczyzna rozłączył się i wyłączył telefon.
Grójeccy funkcjonariusze powiadomili o wypadku pogotowie, które wysłało dwie karetki. – Pogotowie zaś zadzwoniło do straży pożarnej. Do Falęcina pojechał jej wóz – dodaje Agnieszka Wójcik. Wszystkie służby spotkały się na miejscu. Jednak żadnego rozbitego auta nie było. Radiowóz pojeździł po okolicy, ale nigdzie nie natknął się na wypadek.
Policja właśnie znalazła mężczyznę, który zrobił głupi kawał.
Okazało się, że to 33-latek z pow. grójeckiego. Dzwonił z telefonu na kartę, którego potem nie używał. – Przyznał się do poinformowania policji o wypadku, który się nie wydarzył. Stwierdził, że był pijany i nie wiedział, co robi – dodaje Wójcik. Poddał się dobrowolnie karze. Ma zapłacić 1 tys. zł, 500 zł nawiązki i zwrócić pogotowiu, policji oraz strażakom koszty wyjazdów, co łącznie wyniosło 440 zł. Całe szczęście, że w tym czasie nikt nie wzywał karetki, straży pożarnej, czy policji i nie ucierpiał z tego powodu, że służby były zajęte.
Autor artykułu: EDUR