Archive for December, 2007

Mamy dużo kasy do wydania

Monday, December 31st, 2007

Płock to jedno z najbogatszych miast w kraju. Tym razem do wydania mamy ponad 540 milionów złotych. Prezydent miasta Mirosław Milewski marzy o tramwaju, ale z godnie z przedwyborczymi obietnicami inwestuje w miejskie uliczki i chodniki.

Pomimo imponujących dochodów Płock nie uniknie deficytu, który w tym roku wyniesie prawie 54 mln złotych. Prezydent Płocka Mirosław Milewski stawia na inwestycje i budowę małych, osiedlowych uliczek.

Zapewnia płocczan, że wspólną kasę, która w większości pochodzi z ogromnych podatków płaconych przez największe w kraju firmy przemysłu naftowego – wyda dobrze. Między innymi na budowę niezbędnej miastu obwodnicy Północnej, która ma zabrać tiry z miasta i skierować je wprost na nowy most. Gwarantuje także rozpoczęcie budowy kolejnych dróg dojazdowych do mostu, czy raczej z punktu widzenia płocczan – od mostu, które z lokalnej przeprawy uczynią most prawdziwa drogą krajową. Na tym się nie kończy, bo kolejne miliony prezydent chce wydać na budowę, przebudowę, modernizację prawie stu uliczek osiedlowych. Wśród pomysłów na co wydać pieniądze nie zbrakło oczywiście prezydenckiego „konika”, czyli linii tramwajowej.

– W 2008 roku zlecimy analizę ekonomiczną budowy linii tramwajowej przecinającej całe miasto – zapewnia prezydent – Oczywiście pieniądze na ewentualną budowę będą pochodzić z funduszy Unii Europejskiej.

Zgodnie z zamierzeniami Mirosława Milewskiego w tym roku ma się udać też odkładana od lat próba przebudowy portu jachtowego przy zalewie Sobótka. Prawdziwą perłą nadwiślańskiej skarpy ma być jednak stok narciarski.

– Jestem pewien, że obok trzech płockich lodowisk, stok narciarski okaże się jedną z największych zimowych atrakcji miasta – uważa Milewski. Prezydent jest pewien, że ruszy także budowa Centrum Sportów Walki, hali na placu Celebry i pawilonu dydaktycznego w Jagiellonce. Prawie 24 procent budżetu w 2008 roku władze miasta chcą przeznaczyć na inwestycje, co stawia Płock w ścisłej czołówce najlepiej prosperujących gmin. Prawie 190 milionów pochłonie oświata.

– Nie mówimy jednak tylko o podwyżkach dla kadry nauczycielskiej czy pracowników administracji, ale znowu o inwestowaniu, remontach i przebudowie – argumentował – mamy na myśli przedszkole w Ciechominach, przebudowę liceum Małachowskiego, budowę boisk.

Prezydent planuje także modernizację stadionu Wisły Płock, który od kilku tygodni stał się własnością miasta.
Tyle prezydent i rządząca koalicja PiSu z PSL.

Opozycja zarzuca prezydentowi nieudolność i wykonywanie budżetu tylko dzięki przesunięciom i maskowaniu nieudanych przedsięwzięć.

– Rozbawił mnie pan mówiąc, że liczy na to, ze pech prześladujący budowę hali widowiskowo-sportowej już minął – mówił Artur Jaroszewski, szef klubu radnych PO – Oby ten pech minął w stosunku do wszystkich pana przedsięwzięć.

Ponad 12 procent budżetu pójdzie na opiekę społeczną, to znaczy, że około 72 mln złotych wydamy na zasiłki, dodatki, programy pomocowe. Milion złotych na PET, czyli badania wykrywające nowotwory.
Prezydent dokłada też policji finansując dodatkowe dyżury i opłacając trzy etaty dzielnicowych.

Elżbieta Kamińska, Dyrektor Zespołu Finansów Publicznych Fitch Ratings

Sytuację Płocka finansową oceniamy jako dobrą. Płock ma wyższe dochody budżetowe na mieszkańca niż niektóre miasta wojewódzkie. Od 2004 roku dochody z tytułu PIT i CIT rosną. Bez wątpienia wpływ na to mają podatki płacone przez PKN Orlen i jego pracowników. Nie znamy jeszcze wykonania budżetu roku 2007, ani projektu budżetu na rok 2008. W maju 2007 Fitch Ratings zmienił perspektywę ratingu (A+(pol)) ze stabilnej na pozytywną, gdyż sytuacja budżetowa Miasta była bardzo dobra. Jeśli Miasto utrzyma dobre wyniki budżetowe a wskaźniki zadłużenia pozostaną bezpieczne, rating Miasta może zostać podniesiony w 2008r. Aktualnie Płock posiada rating A+(Pol) z perspektywą pozytywną. Myślę, że Płock ma szansę na całkiem dobry rating międzynarodowy.

Autor artykułu: Dagmara Kobla

Płocka kronika policyjna

Monday, December 31st, 2007

29 grudnia

Godz. 10.00. Dyżurny policji został poinformowany o kradzieży na terenie PKN Orlen. Płocczanin przelał ze zbiornika do baku swojego samochodu ciecz ropopochodną, ale szybko wyszło na jaw, że swój proceder prowadził na nieco większą skalę. Na terenie Elektrociepłowni znaleziono ukryte w pomieszczeniu kominowym bańki plastikowe i metalowe, a w nich 120 litrów tej samej substancji.

Godz. 13.00. W domu przy ul. Sienkiewicza, na klatce schodowej, znalezione zostały zwłoki mężczyzny. Z pierwszych ustaleń wynika, że był to bezdomny. Na jego ciele nie znaleziono śladów, które mogłyby wskazywać na udział w tej śmierci osób trzecich.

Godz. 17.45. Na stację paliw w Gąbinie podjechał czerwony fiat uno. Kierowca wlał do baku prawie 103 litry paliwa i… odjechał. Za benzynę nie zapłacił.

Godz. 18.00. Wypadek drogowy w Nowym Boryszewie, na skrzyżowaniu z ul. Żyzną. 29-letni mieszkaniec Pułtuska kierujący renaultem kangoo nie zatrzymał się przed znakiem STOP i zderzył się volkswagenem golfem kierowanym przez płocczanina. Pasażerka golfa została ranna i odwieziono ją do szpitala.

Godz. 20.15. Na skrzyżowaniu ul. Łukaszewicza i Tysiąclecia policjant zatrzymał do kontroli volkswagena passata. Okazało się, że kierowca, 33-letni płocczanin, miał prawie 2,7 promila alkoholu. Jego auto trafiło na parking strzeżony, a on sam do policyjnego aresztu.

Autor artykułu:

Andrzej zwany “czerwonym paznokciem”

Monday, December 31st, 2007

Andrzej Miszczyński był jednym z pierwszych zawodników Wisły wytransferowanych na Zachód. Grał przez trzy lata w Danii. Tam szybko dał się poznać jako twardy zawodnik i zyskał przydomek “czerwony paznokieć”. Dzisiaj 46-letni Miszczyński nadal gra w piłkę ręczną.

Od samego początku był skazany na handball. To dlatego, że chodził do SP 16, która w tamtych czasach specjalizowała się w piłce ręcznej. Zaczął w nią grać w piątej klasie. Od razu został kołowym. Ale nie od razu trafił do Wisły. Pierwszym klubem, w którym grał była Masovia. – Po jednym z meczów z Wisłą trener Edward Koziński zapytał się jakim cudem znalazłem się w Masovii – wspomina. – A powód był prozaiczny. W tamtym czasie w Masovii można było dostać dobrej jakości trampki. Tym kaperowano młodych chłopaków. Miało to znaczenie, bo wtedy graliśmy jeszcze na asfalcie. I buty bardzo szybko się niszczyły.

Przez wiele lat, jako młody zawodnik Miszczyński, grał na asfalcie. – Proszę sobie wyobrazić kołowych czy skrzydłowych, którzy rzucali z padem – mówi. – A tak robili. I mało kto był poobcierany. Ale ten asfalt odbił się na zdrowiu. Gdy pojechałem do Danii miałem 30 lat. Po badaniach lekarz stwierdził, że stawy kolanowe i łokciowe mam jak 60-latek.

Miszczyński wspomina, że w tamtych czasach nie było mowy o odnowie biologicznej. Jedyna był prysznic i to tylko przez dwie-trzy minuty, bo była kolejka. – Na jednym z obozów już z seniorami, spaliśmy przez dwa tygodnie w schronisku, w którym nie było ciepłej wody. Dzisiaj żaden zespół nie wsiadłby do autokaru, gdyby miał mieszkać w takich warunkach – mówi.

Jednocześnie Miszczyński uważa, że trafił w jeden z najlepszych okresów szkolenia w Wiśle. – Stanisław Suliński i Edward Koziński byli nie tylko trenerami, ale też pedagogami. Zawodników nie tylko się szkoliło, ale też wychowywało – twierdzi. – Sfera zachowania i kultury była równie ważna jak i sfera sportowa. I to, że teraz człowiek jest jaki jest to po części ich zasługa.

W polskiej lidze spędził 12 lat. – Miałem to szczęście, że grałem w drużynie, która zdobyła pierwszy historyczny medal mistrzostw Polski. Był to brąz w 1990 r. – wspomina. I po tym medalu wyjechał z Polski. Właściwie dopiero wtedy mógł wyjechać. Bo w tamtych czasach sportowców obowiązywał limit wieku. Gdy go osiągnęli dopiero wtedy mogli opuścić nasz kraj.

Wszystko zaczęło się na ligowym meczu z Pogonią Szczecin. Byli na nim przedstawiciele duńskiego IF Bronderslev. I zaproponowali Miszczyńskiemu kontrakt. – Miałem też propozycje z Belgii i Niemiec – opowiada. – Ale to były kontrakty czysto sportowe i to tylko na rok. A ja miałem już 30 lat i trzeba było myśleć o przyszłości. Duńczycy chcieli, żebym przyjechał z rodziną. Miałem też normalnie pracować i trenować trzy razy w tygodniu. To mi bardzo odpowiadało.

Do IF Bronderslev Miszczyński trafił razem z innym graczem Wisły Waldemarem Sobolewskim. Duńczycy w tym czasie awansowali do I ligi i mieli dość mocarstwowe zapędy. – W tamtym czasie grał w tym klubie na lewej połówce obecny trener reprezentacji kobiet Danii, a na prawej do niedawna szkoleniowiec Flensburga – mówi Miszczyński. – Mnie ściągnęli głównie dlatego, że potrzebowali środkowego obrońcy.
Miszczyński wspomina, że na pierwszym treningu ćwiczyli obronę jeden na jeden. – Naprzeciwko mnie stanął skrzydłowy, który miał tak ze 160 cm wzrostu – opowiada. – Pomyślałem sobie z czym do ludzi. A on zrobił taki zwód, że prawie wypadłem z butów. Potem dawałem sobie z nim radę.

Pierwsze cztery mecze były trudne dla Miszczyńskiego. Zarobił w nich cztery czerwone kartki i złamał cztery nosy. – Rywale bardzo się na nas szykowali – mówi. – Bo w prasie były artykuły o nas i chcieli nas sprawdzić. My mieliśmy taką gierkę, że schodziłem na rzut i cały czas byłem atakowany na tzw. proste ręce. W Polsce byłem przyzwyczajony, że za to są dwie minuty. Tam sędziowie w ogóle nie reagowali. Kilka razy lądowałem więc boleśnie na parkiecie. Musiałem się jakoś odgryźć, bo inaczej nie miałbym życia na parkiecie. Efekt był taki, że w czterech meczach złamałem cztery nosy. Ale czerwone kartki nie były za to. Gdzieś od piątej kolejki już zaczęli mnie traktować jak swojego. Wiedzieli, że jeśli chcą ze mną grać brutalnie to przyjmę ich warunki i nie koniecznie przegram.
Po tych czterech pierwszych meczach w jednej z gazet ukazał się tekst o Miszczyńskim. Właśnie w nim dziennikarz dał mu przydomek „czerwony paznokieć”.

Miasteczko, w którym mieszkał miało ok. 25 tys. ludzi. – Całe żyło piłka ręczną – mówi. – Nasz transfer był naprawdę nie lada wydarzeniem. Byliśmy trochę postrzegani jak gwiazdy, pisała o nas prasa, telewizja był w domu. Wszyscy mnie znali. Na każdym kroku spotykałem się z życzliwością. Dla nich zespół piłki ręcznej był wartością samą w sobie. Postrzegali nas jako ludzi, którzy mają pomóc ich drużynie, żeby o niej i o ich mieście było głośno w Danii.

W kontrakcie Miszczyński miał wiele zobowiązań wobec lokalnej społeczności. Musiał chodzić na treningi dzieci, żeby najmłodsi mogli się spotkać z poważnym zawodnikiem. Był też zapis o spotkaniach z kibicami. – Po meczu nie mogłem wykapać się i iść do domu – opowiada. – Nawet o 21. musiałem iść do cafeterii, wziąć sobie piwo i czekać na petentów. Nawet do północy. I kolejny mecz rozgrywał się tam. Były dyskusje, przeżywanie każdej akcji, wielkie emocje. To miało istotny wpływ na budowanie atmosfery i w zespole i w jego otoczeniu. Dla tych kibiców stawaliśmy się prawie jak członkowie rodziny, bo on zawsze mógł podejść i porozmawiać.

Miszczyński wspomina, że nie zawsze te rozmowy były przyjemne. – Po przegranym meczu bywało, że podchodził kibic i mówił, iż w tamtej akcji to zagrałeś jak junior – mówi. – Możesz z nim na ten temat dyskutować. Jednak on tego nie robi złośliwie, nie uważa cię za złego zawodnika. Po prostu wyraża swoja opinie o konkretnym zagraniu. Ty się też na niego nie obrażasz, bo wiesz, że przemawia przez niego jakaś troska. Niestety trochę inaczej wygląda to u nas. Krytyczne uwagi zbytnio bierzemy do siebie.
Miszczyński przeżył też kilka zabawnych wpadek. – Na początku mojego pobytu podczas jednej z pierwszych wizyt w cafeterii podpuścili mnie, żebym uderzył w dzwon. Oczywiście uderzyłem, a to oznaczało, że stawiam wszystkim w barze kolejkę – opowiada.

Skończył grać w styczniu 1993 r. Odbyło się to z dnia na dzień. Zmusiły go do tego sprawy zawodowe. – Firma, z którą zresztą współpracuję do dzisiaj, chciała, żebym na dwa-trzy miesiące przyjechał do Polski. Jeśli nie to mieli szukać innego człowieka. W grudniu po ostatnim meczu ligowym poszedłem do trenera i powiedziałem, że muszę skończyć, bo wyjeżdżam do pracy. Muszę przyznać, że zostało to przyjęte dość normalnie. Tam jest to naturalne, że mieszka się tam, gdzie jest praca, a nie odwrotnie. Zdarzało się, że w ciągu sezonu właśnie z tego powodu odchodziło dwóch-trzech graczy.

Po powrocie do Płocka Miszczyński miał propozycję grania w Wiśle. Ale z niej nie skorzystał. Jak mówi nie chciał blokować młodych zawodników, którzy za dwa lata sięgnęli po mistrzostwo Polski.
Po skończeniu kariery Miszczyński zajął się biznesem i błogim lenistwem. – Przez trzy lata nic nie robiłem – mówi. – Aż zacząłem ważyć 120 kilo. Wtedy powiedziałem sobie dość tego. Zresztą zalecenia lekarskie też były takie, żeby wrócić do sportu.

Zaczął się więc ruszać. Od dwóch lat znowu biega po parkiecie. Tym razem w Hand Medzie, który z powodzeniem radzi sobie w II lidze. – Hand Med. to dla mnie taka terapia – mówi. – Mam nadzieję, że jak będę miał 50 lat to jeszcze zdobędę bramkę. Ale idea Hand Medu to nie tylko ligowe potyczki. To przyciąganie wszystkich, którzy uprawiali piłkę ręczną. Po to, żeby być razem. Żeby jednoczyć to środowisko. Bo nas w tym mieście jest bardzo wielu. A ja mam takie wrażenie, że nasz najważniejszy klub za bardzo nie szanuje korzeni i tradycji.

Miszczyński przyznaje, że sport nauczył go życia w kolektywie, lojalności wobec kolegów, radzenia sobie z porażkami. Wpłynął też na życie rodzinne. – Miałem to szczęście, że moja żona Elżbieta też uprawiała sport – mówi. – Była lekkoatletką. Sport więc był jej bliski. Rozumiała, że muszę wyjechać na kilka dni, albo tygodni. Gdy urodziły się córki byłem aktywnym piłkarzem ręcznym. Lwia część pracy związana z wychowaniem dzieci spoczywała na żonie. Ale wytrzymała. Może to wynikało z jej doświadczeń sportowych, że jest ciężko, ale nie poddajemy się i dalej walczymy.

Dzisiaj córki Miszczyńskiego Marta i Anika to dorosłe kobiety. Miszczyński swój czas dzieli między firmę, dom i Hand Med. Nie ma więc zbyt wiele wolnych chwil na jakieś hobby. – Do łowienia ryb jeszcze dorosnę – deklaruje.

Autor artykułu: Grzegorz Szkopek

Smutne święta

Thursday, December 27th, 2007

Niestety, nie dla wszystkich minione święta okazały się czasem radości i nadziei. Zwłaszcza tej drugiej zabrakło dwóm młodym mężczyznom, którzy targnęli się na własne życie. W gminie Iłów śmierć przez powieszenie zadał sobie 31-latek, w Sochaczewie w pierwsze święto powiesił się 38-letni mężczyzna. Policja nie chce ujawnić na radzie szczegółów toczącego się śledztwa, niewiadomo więc, co było przyczyną desperackiego kroku samobójców.

Autor artykułu: JSZ

Sochaczew ma budżet

Thursday, December 27th, 2007

Żadnych spektakularnych przedsięwzięć i tylko kilkanaście procent dochodu na inwestycje. Tak będzie wyglądał budżet Sochaczewa na 2008 rok.

Inaczej niż w latach poprzednich wg złożeń budżetowych w nowym roku dochody miasta będą wyższe niż wydatki. Do kasy ratusza ma wpłynąć prawie 72 ml złotych a zostać wydanych 70,5 ml. Niestety zachowawczy projekt oznacza tyle, że burmistrz nie planuje dużych inwestycji. Jedyne na jakie mają zostać wydane pieniądze to te kontynuowane. Najważniejsza dokończenie budowy hali sportowej przy gimnazjum nr 1, budowa kanalizacji sanitarnej i deszczowej i zagospodarowanie działki na tyłach
ratusza. Na budowę dróg miasto ma zamiar wydać tylko 1 ml złotych. Duże inwestycje, takie jak zagospodarowanie terenów nad Bzurą są uzależnione wyłącznie od funduszy unijnych. Jeśli miasto otrzyma dofinansowanie wartość inwestycji z 9 ml wzrośnie do 21, zapewnia burmistrz. Póki co
jednak ratusz w budżecie ujął jedynie pewne – bo własne inwestycje.

Autor artykułu: AW

Wyjątkowo spokojnie w powiecie grodziskim

Thursday, December 27th, 2007

Wyjątkowo spokojnie upłynęły Święta Bożego Narodzenia w powiecie grodziskim. Od 24 do 26 grudnia nie wydarzył się ani jeden wypadek drogowy. Policjanci złapali jednego nietrzeźwego kierowcę.
W pierwszy dzień świąt policja zatrzymała tarpana na ul. 1-go Maja w Grodzisku Mazowieckim. Kierowca miał 1,34 promila alkoholu w organizmie.

W święta na ulicach, przystankach autobusowych, dworcach i osiedlach pojawiło się więcej niż zwykle patroli policyjnych, by w mieszkańcy czuli się bezpieczniej. W ciągu trzech ostatnich dni grodziscy policjanci interweniowali 63 razy.

Autor artykułu: /EDUR/

Uwaga na kieszonkowców

Monday, December 24th, 2007

Robiąc zakupy na ostatnią chwilę, nie zapominajmy, że gorączka świątecznych zakupów to doskonałe warunki do działania dla złodziei kieszonkowych. Wykorzystują tłok, a wręcz sami go umiejętnie tworzą.

- Korzystają z naszego pośpiechu i rozkojarzenia – przypominają policjanci z Komendy Stołecznej Policji. Często wybierają ofiarę, obserwują ją, gdzie chowa pieniądze. Podchodzą, niby przypadkowo dotykają. Sprawdzają w ten sposób, czy zareaguje, jeśli będą ją okradać. Jeśli mamy na sobie grubą kurtkę, kożuch czy płaszcz, możemy nawet nie poczuć ręki złodzieja.

Nasz portfel będzie bezpieczniejszy w wewnętrznej kieszeni kurtki, czy płaszcza. Jeżeli włożymy go do reklamówki, torebki, plecaka, to zamknijmy je i nośmy przed sobą. Nie chowajmy do zewnętrznej kieszeni kurtki, czy marynarki kluczyków do samochodu.

Autor artykułu: /EDUR/

Wigilijny informator

Monday, December 24th, 2007

Nie odkładaj na ostatnią chwilę zakupów. W Wigilię Bożego Narodzenia sklepu nie są czynne do wieczora.
Do godz. 16 w Wigilię otwarte będą sklepy Żabka przy ul. 1-go Maja oraz Jedności Robotniczej.
W Grójcu tylko do godz. 14 czynny będzie sklep Caro, a do 16 – ogólnospożywczy sklep przy ul. Piłsudskiego 59e oraz Żabka przy ul. Lewczyńskiej. Jutro zamknięte.

Grójeckie autobusy PKS 24 grudnia kursują, jak w wolną sobotę, ale tylko do godz. 18. Później wracają do bazy.

Także w Sochaczewie większość sklepów będzie pracowała do 16, a niektóre nawet krócej.

Autor artykułu: EDUR

Otwarte Mistrzostwa Mazowsza w kick boxingu. Dominacja Piaseczna

Sunday, December 23rd, 2007

Tarczyn w powiecie piaseczyńskim w dniach 14-15 grudnia gościł najlepszych zawodników kick boxingu na ogólnopolskich Otwartych Mistrzostwach Mazowsza 2007 r.

Sponsorem Otwartego Pucharu – Mazowsza Grand Champion Kickboxing Cup w Tarczynie było Stołeczne Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej SPEC S.A. oraz Runde Zero. Organizatorami byli Uczniowski Klub Sportowy Akrobata Tarczyn, Mazowiecki Okręgowy Związek Kickboxingu, Burmistrz Tarczyna,Gminny Ośrodek Kultury w Tarczynie oraz Starostwo Powiatowe W Piasecznie W piątek odbyło się ważenie zawodników. W turnieju wzięło udział 273 zawodników z 19 najlepszych klubów z całej Polski.
Rywalizacja przebiegała na 3 matach we wszystkich grupach wiekowych kobiet i mężczyzn. Nad przebiegiem walk czuwali sędziowie z Polskiego Związku Kick boxingu. Arbitrami głównymi byli Ryszard Zawistowski i Krzysztof Kacperski.

Zawodnicy rywalizowali grupach wiekowych, kadetów juniorów i seniorów semi i lihgt-contact. Oprócz walk sportowych odbyly się walki pokazowe. Publiczności zaprezentowali się po raz pierwszy zawodnicy Kick Centem. Młodzi chłopcy trenują od 2 miesięcy w nowo otwartej sekcji w Tarczynie. Jeśli będą oni robili postępy w tym tempie możemy niebawem spodziewać się bardzo mocnej drużyny młodych pointfigherów powiedział trener Piotr Bąkowski organizator zawodów.

W czasie zawodów rozegrana została widowiskowa walka drużynowa sami contact zielonych pasów. W skład drużyny weszli trzej mężczyźni i jedna kobieta walczący bez podziału na kategorie wagowe. W tych widowiskowych walkach które wcześniej można było oglądać tylko w telewizji i na największych turniejach na świecie wystartowało 6 teamów. Inicjatorem tych walk był trener Wojciech Górecki na międzynarodowym Pucharze Polski w Węgrowie .W finale niezwykle widowiskowy pojedynek stoczyły drużyny Alkon Szczecin z Sfinksem Węgrów. Po zaciętej walce rozstrzygnięcie na stronę Węgrowa wypunktowała Ewelina Śledziewska zdobywając 10 punktów kopnięciami na głowę. Trzecie miejsce w rywalizacji zielonych pasów zajęły drużyny: KS Nadstal oraz Fight Zone Wejherowo. To bardzo widowiskowe walki uzyskaliśmy bardzo dobry wynik jako drużyna i klub z tradycjami dodał trener sfinksa Górecki. Ta dyscyplinę uprawia coraz więcej kobiet. Tak jak w Węgrowie tak samo dobrze rozwijająca się sekcja w Tarczynnie może mieć mistrzów świata i Polski. Piaseczno i klub KS Piaseczno to można powiedzieć ze taki konglomerat kick boxingu bardzo dobrzy trenerzy i zawodnicy.

Poza rywalizacją indywidualną odbyły się turniej drużynowy semi-contact który wygrał Drużynowy Mistrz Polski – Hektor Team. W skład drużyny weszli trzej mężczyźni i jedna kobieta walczący bez podziału na kategorie wagowe. W rywalizacji o największy puchar turnieju udział wzięło 7 ekip: Semiramida Pułtusk Team, Wejherowo Fight Zone Team, Orient Częstochowa Team, KS Nadstal Team, KS Piaseczno Śródmieście Team, KS Piaseczno Ziemnicki Team, KS Piaseczno Hektor Team. Zwycięzcą została drużyna Hektor Team ( Emilia Szabłowska, Piotr Bąkowski, Wojciech Ołtarzewski, Rafał Prażmo, Tomasz Bąk) która stoczyła w finale wyrównany pojedynek z drużyną Ziemnicki Team. ( Dorota Godzina, Bartosz Baczyński, Przemysław Ziemnicki, Łukasz Świderski). Na trzecim miejscu na podium stanęli Fight Zone Team oraz Śródmieście Team. Finał to także pojedynek walczących trenerów- mistrza świata z 2007 r. 11-krotnego Mistrz Polski- Przemysław Ziemnicki (czarny pas – 1 dan) oraz wicemistrza świata, 4-krotnego Mistrz Polski – Piotr Bąkowski (czarny pas – 2 dan. Oglądając pojedynki drużynowe można było podziwiać niezwykle widowiskowe techniki i zacięte pojedynki które przypominały walki z filmu Najlepsi z najlepszych.

Na 3 matach równocześnie odbyły się walki indywidualne w których przyznano 13 statuetek dla Grand Championów – najlepszych zawodników turnieju.

Na turnieju w Tarczynie kolejny sukces odniosła drużyna KS Piaseczno . W rywalizacji indywidualnej zajęła pierwsze miejsce zdobywając większość medali. W rywalizacji drużynowej wszystkie zespoły z Piaseczna stanęły na podium zdobywając 3 medale na cztery możliwe powiedział Bąkowski z temu Hektor. Zwycięzcy otrzymali medale, dyplomy i puchary. Turniej zakończył się bankietem po całodziennej rywalizacji zasłużonym odpoczynkiem. Były przyjacielskie rozmowy zawodników którzy na macie rozwalali sobie nosy w sportowej walce. Zarówno mistrz świata Przemysła Ziemnicki jak i jego kolega Piotr Bakowski stwierdzili , że kick boxing rozwija sie w Polsce dzięki wiedzy i umiejętności którą przekazują swoim podopiecznym od swojego doskonałego trenera Piotra Siegocińskiego który jako pierwszy polski Mistrz Świata w kick-boxingu. Trzykrotny Mistrz Świata w kick-boxingu, pieciokrotny Mistrz Europy. Wiceprezes Polskiego Związku Kick-Boxingu. Pierwszy trener Kadry Narodowej semi contact. Czarny pas – 4 dan W przyszłym roku turniej będzie miał charakter międzynarodowy a rywalizacja trwać będzie dwa dni na czterech planszach powiedział Andrzej Latkowski z gminnego Ośrodka Sportu.

Drużyny:
Champion Gdańsk,Sfinks Węgrów,Dutet Gdańsk,Aklon Szczecin,Elbląski Klub Karate,Alien Łódź,Klub Brzeziny,Zamek Kurzętnik,KS Politechniki Lubelskiej,Orient Częstochowa,ZPM Porawa Kobyla Góra,KS Piaseczno,Figt Zone Wejherowo,UKS Wołomin,Ożarowska Szkoła Kickboxingu,Semiramida AZS AH Pułtusk,KS Nadstaw,AKS Niwka,Sosnowiec,Start Częstochowa,UKS Akrobata

Autor artykułu: SD

Dziśw Tygodniku Nasze Miasto

Thursday, December 20th, 2007

Zapomniani ludzie w zapomnianych domach
Dopiero dramat pensjonariuszy domu w warszawskiej Radości przypomniał urzędnikom o istnieniu prywatnych domów opieki. Wojewoda mazowiecki, który zgodnie z prawem sprawuje nadzór nad tego typu placówkami, wziął się do pracy i …zaczął liczyć ośrodki na podległym mu terenie. Okazuje się bowiem, że nie dość, iż nie wiadomo co dzieje się w prywatnych domach opieki, to jeszcze nie ma pewności ile ich w ogóle jest.

Święta z dostawą do jadalni
Zapracowani lub zwyczajnie pozbawieni talentów kulinarnych ciechanowianie zaczęli doceniać usługi cateringowe. Z roku na rok przybywa też klientów wybierających gotowe dania wigilijne i świąteczne. Zamówienia na pierogi czy rybę w galarecie należało składać nawet miesiąc przed świętami.

Ciechanów sam się nie skanalizuje
Zakład Wodociągów i Kanalizacji zrezygnował ze współpracy z komitetami społecznymi przy budowie wodociągów. Wszystko przez spór o 250 m rury przy ul. Dygasińskiego. Mieszkańcy, którzy zapłacili za jej budowę i nią zarządzali zorientowali się bowiem, że ZWiK bez ich wiedzy przyłączył do niej sąsiadkę.

Nieco inny opłatek
Opłatek, choinka i prezenty – tak wyglądać będzie Wigilia w większości domów na Mazowszu. A jak Boże Narodzenie świętować będą przedstawiciele innych wyznań w naszym regionie?

Autor artykułu: