Tak jak wyznawca islamu powinien raz w życiu odbyć pielgrzymkę do Mekki, tak każdy entuzjasta rugby powinien pojechać do miasta będącego kolebką tej dyscypliny
Rugby, w którym narodziła się ta dynamiczna gra zespołowa pasjonująca miliony ludzi na całym świecie, to niewielkie miasteczko w środkowej Anglii, w hrabstwie Warwick. W Londynie wsiadamy do autobusu National Express i jedziemy do Coventry. Następnie pokonujemy busem 15 mil dzielących nas od kolebki rugby. Wysiadamy na przystanku na Church Street, a stąd już tylko kilka kroków na Lawrence Sheriff Street do Rugby School, założonej w 1567 roku szkoły dla chłopców.
To właśnie na boisku tej szkoły w 1823 roku William Weeb Ellis podczas meczu futbolowego wziął piłkę w ręce, przebiegł z nią przez boisko, położył na ziemi i zdobył bramkę, wywołując poruszenie wśród zawodników oraz kibiców oglądających spotkanie. Sto lat później na murze ogrodu dyrektora szkoły wmurowano granitową tablicę z inskrypcją: „Kamień ten upamiętnia wyczyn Williama Webba Ellisa, który lekceważąc reguły ówczesnego futbolu, wziął pierwszy raz piłkę w ręce i biegnąc z nią, dał początek i charakter nowej grze _– rugby”. Wyczyn Ellis sprawił, że gra według reguł z Rugby tak zyskała na znaczeniu, że dała nazwę nowej dyscyplinie – football rugby.
W obrębie szkoły mieści się obecnie kilkanaście boisk do rugby, bo gra ta od tamtej pory do dziś wciąż jest podstawą wychowania uczniów Rugby School. Przed szkołą podziwiamy pomnik Williama Webba Ellisa wzniesiony dwanaście lat temu. Twórca monumentu przedstawił Ellisa (1806–1872) biegnącego z piłką pod ręką w stroju tamtej epoki.
Po drugiej stronie ulicy mieści się Rugby School Museum, w którym zgromadzono pamiątki dokumentujące historię szkoły oraz rozwój gry w rugby, zajmującej oczywiście ważne miejsce w jej dziejach. Można tu m.in. zobaczyć i przeczytać pierwsze przepisy gry spisane w 1846 roku.
Obok szkoły rozpoczyna się niezwykły szlak, który koniecznie trzeba przejść. W chodniki wmurowano 47 mosiężnych tablic, poświęconych kolejnym, najważniejszym wydarzeniom w historii rugby. Takich jak pierwszy mecz międzynarodowy czy założenie International Rugby Bard. Na trasie swoje tablice mają również największe gwiazdy światowego rugby: Gareth Edwards, David Campese, Philippe Sella i wielu innych. Tablica z numerem 1 należy oczywiście do Williama Webba Ellisa.
W mieście jest też Webb Ellis Road, przy której mieści się założony w 1873 roku Rugby Football Club Lions. W lokalu należy nie tylko obejrzeć klubowe pamiątki, ale i zrobić zakupy.
Na każdym kroku w miasteczku można zauważyć napisy „Rugby – The home of rugby football”. Są na sklepach, przystankach autobusowych, a nawet śmietniczkach. Szlak 47 tablic kończy się na St. Matthews Street, ślepej uliczce. To przy niej mieści się James Gilbert Rugby Football Museum, najstarsze i najsłynniejsze muzeum rugby na świecie.
W kilkunastu pomieszczeniach zgromadzono olbrzymią ilość cennych pamiątek. Czapki i koszulki sprzed dwóch stuleci, proporce, puchary, plakaty, książki, czasopisma, znaczki, a także piłki, których wygląd i kształt zmieniał się tak, jak zmieniało się rugby.
James Gillbert i jego następcy produkowali piłki na tyle dobre, że jedna z nich, eksponowana w muzeum, zdobyła jedną z pierwszych nagród podczas Wystawy Powszechnej w Londynie w 1851 roku. Pierwsze piłki były owalne z prostego powodu – wtedy nie było niczego innego niż świński pęcherz o owalnym kształcie, który można było napompować, uzyskując piłkę. Zresztą pierwsza piłka z kauczukową dętką też była owalna. Ten wynalazek opatentował oczywiście mieszkaniec Rugby, Richard Lindon.
Wśród eksponowanych w muzeum odznak nie zauważyliśmy żadnych z Polski, ale teraz już są. Po naszej wizycie jako pierwszy klubowy znaczek z Polski w Muzeum Rugby pozostał z Pogoni Siedlce, podarowany przez nas wraz z odznaką Polskiego Związku Rugby.
W muzeum koniecznie trzeba obejrzeć warsztat szewski z XIX wieku. Co godzinę siada przy nim szewc i przez 15 minut szyje piłki do rugby. Zasiadłem też za warsztatem szewskim, aby przekonać się jak wyrabiano kiedyś piłki do rugby. Z muzeum połączony jest James Gilbert Factory Outlet, sklep założony w 1842 roku. Jego obsługa sprzedaje klientom wszystko, co jest potrzebne do uprawiania rugby.
Z muzeum do sklepu przechodzi się przez salę Rugby Experience, gdzie uczestnicząc w multimedialnej prezentacji, można posmakować emocji, jakie daje rugby. Siedzi się na drewnianych ławkach z angielskiej szatni na Twickenham, narodowego stadionu Anglików w Londynie. Wokół leżą buty, koszulki i piłki. Gdy gasną światła, przez minutę w ciemności słuchamy opowieści o taktyce angielskich rugbistów w meczu przeciwko RPA. Natomiast kiedy milknie głos trenera, słychać wybiegających na boisko zawodników, a pomieszczenie rozświetla blask ponad 30 ekranów i monitorów. Są na wszystkich ścianach oraz na suficie. Przez kilka minut uczestniczymy w niezwykłym widowisku, tak jak byśmy byli w środku widowni podczas spotkania Anglia – RPA.
Wychodząc z Muzeum Rugby, warto kupić kilka pamiątek. W mieście jest mnóstwo innych sklepów z pamiątkami, najwięcej w Rugby Visitor Centre. Jednak te sprzedawane w wielkim wyborze w muzeum są najciekawsze, najbardziej oryginalne.
Rugby bez względu na porę roku stale odwiedza dużo kibiców i entuzjastów tej gry z całego świata. Uzbrojeni w kartki papieru i ołówki _– tak jak my – uczestniczą w wyścigu, kto najszybciej znajdzie i spisze tekst wszystkich 47 tablic umieszczonych na szlaku.
Przybysze ze wszystkich kontynentów dzień kończą w jednym z kilkudziesięciu pubów, jak Rugby Pub czy Rugby Tawern. Trzeba w nich koniecznie skosztować Rugby Ale, piwa bez gazu i piany, produkowanego według receptury liczącej setki lat, które do kufli nalewane jest za pomocą ręcznej pompy.
Warto było wybrać się w długą podróż, by zobaczyć to miasto. Ogromne Muzeum Rugby na Twickenham w Londynie nie ma takiego klimatu ani takich pamiątek, jak kilka pomieszczeń w James Gillbert Rugby Football Muzeum w mieście, gdzie narodziło się rugby…
Autor artykułu: Jacek Wierzbicki